niedziela, 20 listopada 2016

Zegar pozytywka



Kot ssie mi cycka.
Zegar cicho tyka.
Jest pierwsza godzina.
Znad kota patrzę w ekran.
Patrzę oczami wilgotnymi od łez
tak jak koszulka jest wilgotna,
od śliny kotka.

To była zwrotka.

Jutro zdecyduję o swoim życiu.
Dzisiaj jeszcze czekam w ukryciu.
Obok książek o tym jak odnaleźć siebie.
Obok kubka z herbatą na nerwicę.

Zastanawiam się dokąd dojdę
Albo co zjeść na śniadanie

Kot ssie mi cycka.
Zegar pozy-tywka.
Jest pierwsza gonitwa.
Znad kota patrz – doniczka.
Parzę oczami wilgotnymi od tez,
tak jak komórka jest wilgotna,
od spiny w totka.









 

czwartek, 12 maja 2016

Kraków - Łódź



Nie nazywam się niebo
Choć mam wszystko co trzeba
Podobno "ja" to wiatr i drzewa
Szklanka do połowy pełna

Wychodząc więc z założenia
Że jak przyjdzie pełnia
Wyłoni sie księżyc
I noc bezsenna

To bedziesz mi jak siostra
Albo bliska krewna
Zrodzona z jednej myśli

Z tęsknoty bez dna


niedziela, 24 kwietnia 2016

Spacerolologia



Jestem pustym cieniem
Unoszę się nad ziemią
Sunę Nieswobodnie
Zatapiam się w tłum

Zamiast oczu mam szparki
Spuchnięte od wspomnień
Zakurzone zmysły
Generują ból

Jestem starym cieniem
Plecy mam zgarbione
Jakiś człowiek mówi
Że mam tysiąc lat

I że tak już będzie
I to moje wnętrze
I, że to przeze mnie
Szarzy się świat

Co mogę powiedzieć?
Jestem cieniem cienia
Unoszę się nad ziemią
Zatapiam się w tłum

Byłam raz człowiekiem
Szłam wtedy do Ciebie
Ale to nie ważne
Jak cały ten szum

środa, 6 kwietnia 2016

Bankomat



patrzę na siedemdziesięciolatkę,
której ciało wyśmiewa
mój brak koordynacji.
patrzę jak toczymy tę nierówną walkę.
jak chcesz być mną bezpieczną, bezimienną.
nie wygram,
ewentualnie na chwilkę podskoczę.
schowam się znów, standardowo pod kocem.

i kolejny raz napiszę puste słowa
kolejny raz - teraz kolej na…
odmowa?
"brak środków na posiadanie własnej głowy"
to teraz już wiem dlaczego odchodzisz.
nie pożyczę przecież
karku na chwilę
każdy by się bał,
że mi wrośnie w szyję

sobota, 2 kwietnia 2016

Stary, wie(r)sz


nie mam ochoty patrzeć z dystansem.



Kraków zimą.
albo na przełomie
zimy i wiosny ale bardziej w stronę
zimy
I martwy gołąb na dachu
i kiepy, wokół niego
tworzą mu rodzaj żałosnego cmentarza.

rozdziera od środka, łamie, rozrywa - a potem rzyga.

skacze po miednicy, idzie w stronę mostka, drapie pazurami - trzęsę się z zimna.

czuję chłód.
wylewa się ze strony ust, prosto na stopy
- w kierunku serca.

gratuluję, generujesz ból.
wzbudzasz emocje , to na prawdę coś.