Dzisiaj, podtrzymał mnie na duchu i natchnął widok moczu szczelnie zamkniętego w plastikowym słoiczku. Chwila, w której patetyczna pieśń rozbrzmiewała w łazience prywatnej kliniki, a mój wzrok wylądował na żółtej cieczy, w której pływały majestatycznie drobinki czegoś tam, strzępki wprost z mego pęcherza, nadała sens dzisiejszemu istnieniu.
- pomyślałam, po czym sięgnęłam po plecaczek, z którego po kolei zaczęłam wyciągać:
Kaldyum, Metypred, Sirdalud, Aulin, Lorafen, Hydroxyzyne i jakieś ziołowe leki na nerwicę.
To tak na wszelki wypadek.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz